środa, 14 maja 2014

Youtubowe zonki...

Hej!
Chciałabym wrzucić na blog taką małą dygresję, która kołacze mi się po głowie od dłuższego czasu. Dotyczy ona poszukiwania wiadomości na temat produktów, które chcielibyśmy zakupić, w sieci.
Od dawna jestem zwolenniczką wpisywania nazw potencjalnych nabytków w wyszukiwarkę- przeszukuję głównie wizaż, YouTube oraz blogi tematyczne. Nikt nie lubi rozstawać się z większą kwotą pieniędzy bez pewności, że to co dostanie w zamian będzie jej warte.
Czesto niestety zdarza się, że informacje uzyskane w internecie nie są rzetelne lub wręcz w zupełności nie pokrywają się z rzeczywistością. Ile razy zdarzyło się wam nabyć coś i przeżyć gorzkie rozczarowanie otwierając opakowanie lub korzystając z produktu?
Zadajecie sobie pytanie: Jak to? Przecież producent obiecywał panaceum a recenzenci rozpływali się nad wspaniałością i rewolucyjnym działaniem. Co gorsze, kierując wątpliwości i pytania w stronę osób, które w większym lub mniejszym stopniu przekonały wass do zakupu, uzyskujecie odpowiedź, że najprawdopodobniej używacie danego przedmiotu niewłaściwie lub najwyraźniej "nie polubił się" z waszą skórą, warunkami użytkowania itp. Oczywiście nikt nie powie: Cześć, sprzedaliśmy ci bubel- chętnie zwrócimy twoje zmarnowane pieniądze lub wyślemy kolejny, lepszy produkt.
Dlaczego tak się dzieje i czy warto w związku z tym sugerować się sieciowymi opiniami? Jak ustrzec się przed fatalnymi pomyłkami?
Obserwuję od dawna portale udostępniające nam recenzje na temat kosmetyków, sprzętu elektronicznego oraz wszelkich usług. Do niedawna były one bardzo przydatne i ułatwiały trudny wybór między setkami proponowanych możliwości. Niestety miejsca, w których powinniśmy znaleźć przekonanie, że dokonujemy właściwego wyboru stały się siedliskiem cwaniaków oraz pseudoreklamy. Nie twierdzę, że każda wizażanka czy bloger wciska nam kit ale jeśli już ma to miejsce jest kilka rzeczy, które powinny zwrócić naszą uwagę.
Zapewnienia na pudełku odrazu włóżmy między bajki. Właściciel marki może sobie na nim umieścić wszystko co mu się zamarzy.
Przede wszystkim porównajmy najpierw opinię danej osoby na temat przedmiotow , które już posiadamy z naszą własną. Jeśli zauważymy skrajne różnice w postrzeganiu danego obiektu należy przyjrzeć się dokładniej gagatkowi.
Przykładowo na wizażu każdy użytkownik posiada określający go status taki jak przyczajenie, zadomowienie lub zakorzenienie oraz ilość pochwał. Jeżeli osoba wypowiadająca się w samych superlatywach nie wykazuje większej aktywności na stronie ani nie zadała sobie nawet trudu choćby częściowego uzupełnienia profilu możemy być niemal pewni, że to próba promowania marki.
YouTube grzeszy natomiast reklamą przy pomocy vlogerek kuszących nas licznymi konkursami z nagrodami sponsorowanymi, w których aby wziąć udział musimy polubić milion fanpagy, wyrazić zgodę na otrzymywanie treści reklamowych, ofert itp. Notorycznie raczeni jesteśmy coraz to nowymi haulami i prezentacjami ulubieńców miesiąca. Nie oszukujmy się- przeciętny człowiek nie dokonuje co parę tygodni zakupów w kwotach często przekraczających całą wypłatę. Nie zmieniamy również co miesiąc ulubionych kosmetyków, sprzętów czy restauracji dokonując wiekopomnych odkryć na każdym kroku i detronizując poprzedzające ich topy topów. Ktoś kto wczoraj opowiadał z zachwytem o podkładzie marki "Wspaniałości Egiptu" dziś stwierdza, że jego faworytem jest "Uganda Style" staje się w moich oczach słabym autorytetem. Skąd ktoś taki bierze fundusze by zostawiać niebotyczne kwoty w butikach, biurach podróży czy salonach samochodowych? Ano, z pokazywania nam nowego stolika z "Nullkei" i bluzki z "Żary". Niby to przypadkiem zaprasza na videopogaduchy koleżankę, która tworzy wspaniałości w studiu nierdzewnych tiar, kolegę akurat w tej chwili wypuszczającego rewolucjonizującą serię wędek czy sąsiadkę, która wyczaruje nam 3 metry kwadratowe przestrzeni na słoiki w zagraconej piwnicy. Pomyśleć by się chciało, że jedna szczęściara z drugą żyją z robienia zakupów i zakładania pawich piór na rzęsy. Pewnego pięknego dnia stwierdzamy, że zupełnie nie jesteśmy fajni bo nie wydaliśmy tłustej sumki na palenisko domowe pachnące wiatrem znad oceanu z lekką nutką kokolitofory.
Kierując się sugestiami youtubowiczów warto zerknąć czy historia ulubieńców trzyma się kupy, i ile nowości prezentuje nam dany użytkownik. Najmniejszym zaufaniem obdarzyć powinniśmy osoby z masą subskrybentów gdyż to właśnie one dają największą publikę producentom.
Zaobserwowałam również nagminne mijanie się z prawdą, szczególnie na blogach modowych, kosmetycznych czy lajfstajlowych. Afera goni aferę. Jedna mądra wychwala podrabiane perfumy, druga opiewa Samsunga by korzystać z nowiutkiego IPhona, trzecia wrzuca fotki z najwspanialszych wakacji organizowanych przez biuro podróży "Szuja", na których nigdy nie była. Prym wiodą szafiarki wyprzedające garderobę zapominając o konieczności wysłania nabywcy pary miętowych trepów oraz te, które prezentują popełnione zakupy okazujące się pożyczonymi lub pochodzącymi z wymianki. Są też i takie co to rżną głupa do tego stopnia by ewidentny kontrafason z chińskiego sklepu on-line prezentować jako oryginał lub " handmade by mum". Tu zasada jest podobna jak na YT- ostrożnie z gwiazdami blogów, ewentualnych zakupów możemy dokonać po dokładnym zapoznaniu się ze sprzedawcą. Poszukajmy informacji na temat przebiegu podobnych transakcji w jego wykonaniu.
Przede wszystkim zanim zachwycimy się nad falą wspaniałości zalewających nas zewsząd, zastanówmy się, czy to co widzimy aby na pewno jest nam potrzebne i czy faktycznie warte swojej ceny. Obserwujmy czy daną rzecz poleca nam się ze względu na jej zbawienne działanie i chęć podzielenia się z nami możliwością dobrego zakupu czy może dla zarobienia na naszej łatwowierności i sympatii.
Niejednokrotnie musiałam przyznać sama przed sobą, że niektórzy bardzo pozytywnie kojarzący mi się wujkowie i ciocie Dobra Rada niekoniecznie troszczyli się o przekazanie najbliższych prawdzie informacji a zamiast tego napychali sobie kieszenie zarobione na mojej głupocie i chęci znalezienia rozwiązania problemu. Tego typu rozczarowania bywają nieprzyjemne dlatego starajmy się im zapobiegać kierując się zdrowym rozsądkiem ;)
Jak zawsze moja skromna opinia przerodziła się w wypracowanie o lekkim zabarwieniu melancholijnym ale mam nadzieję, że pomoże ona komuś uniknąć przykrych doświadczeń związanych z zakupem niewłaściwych przedmiotów.
Do zobaczenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Thank you so much for your comment!
I hope I'll see you soon!
xo xo!

Merci pour tous les commentaires,
A bientôt!
bisous bisous!

Dziękuję za każdy komentarz,
Do zobaczenia wkrótce!
Buziaki!