Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okazjonalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okazjonalne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 lutego 2015

Zakochany Kundel

Hej!
Chwilę mnie nie było- dużo dobrych rzeczy i zmian pojawiło się w moim życiu, co zamieszało trochę w moim harmonogramie.
Poszukiwanie mieszkania, wyjazd do Polski, szkolenie i przeprowadzka zawładnęły ostatnimi dwoma miesiącami :)
Zdążyłam jak to ja, zrobić masę zakupów i wypróbować milion nowych technik paznokciowych :)))

Dziś, najaktualniejszy temat- Walentynki.
Nie byłabym sobą gdybym nie przeniosła ich na paznokcie ;)




Do wykonania zdobienia użyłam:
- bazy Essence Studio nails XXL nail thickener ( niestety skończyła mi się moja ulubiona 24/7 i nigdzie nie mogę jej kupić )
- lakieru Catch me od Sephory
- Manhattan Cherry Blossom
- NYC Pinstripe White
- farbek akrylowych
- serduszek z hurtowni Tout Pour Les Ongles
- topu Seche Vite





Do wykonania tła zdobień użyłam techniki dry marble- połączyłam biały, różowy i fioletowy lakier przy pomocy kawałka torebki foliowej.

Czegoś mi brakowało więc kciuk ozdobiłam spaghetti z klopsikami i miłosną posypką ;)




Mam nadzieję, że przyjemnie oglądało się wam moją pracę :)
A wy jak uczciłyście Walentynki? Może na waszych paznokciach również zagościły romantyczne zdobienia?

Buziaki!

czwartek, 4 grudnia 2014

And the winner is....




Hej!
Szybki post dzisiaj :)
Zostałam nominowana do Liebster Blog Award- sprawczynią tej miłej niespodzianki jest Gosia z bloga Color Explosion. Dziękuję Ci serdecznie ;)


Na początek wyjaśnię o co chodzi w zabawie:

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana blogerom o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Oto zadane mi pytania:

niedziela, 25 maja 2014

Dzień Matki we Francji


Dziś wszystkie francuskie mamy świętują- nadeszła ostatnia niedziela maja. Będą kwiaty, czekoladki i wspólny obiad. Wszystkie emisje telewizyjne i radiowe dotyczą w większym bądź mniejszym stopniu dzisiejszejszego, szczególnego dnia. Od tygodni atakują nas reklamy "kup najwspanialszy prezent swojej mamie"- jak wszędzie indziej. Nie sposób o tym święcie zapomnieć, nawet jeśli jego data nie jest tak oczywista jak w Polsce.
Nasze polskie mamy jako jedyne, jak co roku obdarowane uściskami i upominkami zostaną 26 maja. Te francuskie, każdej wiosny zaglądać muszą w kalendarz w poszukiwaniu ostatniej niedzieli maja. Bywa, że w tym dniu wypada również Zesłanie Ducha Świętego- wtedy ich święto przesuwa się na pierwszą niedzielę czerwca.
Dzisiaj dzień matki obchodzi się również na Antylach Francuskich, Dominikanie, Haiti, Mauritiusie, w Algierii, Szwecji i Tunezji. W związku z tym, wszystkim mamom świętującym tej niedzieli życzę wspaniałego, pełnego radości popołudnia, spędzonego w gronie najbliższych :)

poniedziałek, 5 maja 2014

Francuski most majowy

Molki


Hej hej!
Wracam na blog po tzw moście majówkowym, by opowiedzieć jak Francuzi spędzają ten długi weekend.
Czym jest wspomniany most? Niczym innym jak połączeniem okresu świątecznego kończącego się np. w czwartek z weekendem przez wolny piątek.
Tego typu piątków we Francji naliczymy bardzo wiele, chociażby w maju tego roku czekają nas jeszcze 2 z okazji Dnia Zwycięstwa oraz Wniebowstąpienia Pańskiego.
Jak spędzamy wiosenne i letnie długie weekendy?
Podobnie jak wspomniane we wcześniejszym poście Święta Wielkanocne- w gronie najbliższych i znajomych, na świeżym powietrzu, korzystając z pięknej pogody.
Francuska majówka nie różni się zbytnio od polskiej- towarzyszą jej liczne koncerty i imprezy, alkohol i zabawa do rana.
Tym co odróżnia spotkania towarzyskie tutaj od tych w Polsce są gry we wszelkiej możliwej postaci- gry planszowe, sportowe, komputerowe, karciane i wiele innych.

Przykładem typowych zabaw w plenerze jest gra w "Molki" polegająca na zbijaniu ponumerowanych, drewnianych pali tak aby cyfry znajdujące się na nich dały wynik równy 50.
Najpierw rozbijamy skupisko słupków (podobnie jak kręgle) a każdy przewrócony równa się jednemu punktowi dla gracza, który akurat rzucał "molki". Przewrócone pachołki należy postawić w miejscu, w którym upadły.
W przypadku gdy zbijemy tylko jeden z nich, przypada nam liczba punktów równa cyfrze opisującej dany słupek. Wygrywa osoba, która jako pierwsza zdobędzie równo 50 punktów- w wypadku przekroczenia tej sumy gracz traci część punktów by musieć kontynuować od 25.
Na jedną kolejkę każdemu graczowi przypadają 3 szanse rzutu- wszystkie chybione wiążą się z eliminacją. Oczywiście na początku każdy stara się strącic te najwyżej oznaczone aby przybliżyć się możliwie jak najszybciej do końcowego wyniku, co bywa bardzo trudne ponieważ paliki lubią upadać w trudno dostępne miejsca np. zarośnięte obszary ogrodu. W trakcie zabawy należy rozważnie planować uderzenia pamiętając, że zbijając dwa słupki na raz zyskujemy tylko 2 punkty, 3 słupki- 3 punkty itd.
Po wyłonieniu zwycięzcy nową grę rozpoczyna osoba, która jako pierwsza została wyeliminowana, następny prawo do rzutu ma gracz, który uzyskał najniższy wynik itd.


Jest to rozrywka przeznaczona dla 2 i więcej osób, starszych i młodszych, wymagająca umiejętności celnego rzucania.


Molki przypomina nieco bardzo popularną szczególnie na południu grę o nazwie "Pétanque" czyli coraz bardziej rozpoznawalną w Polsce Petankę lub prościej bule.
Przechadzając się po francuskich miasteczkach, mijając skwery i parki, niekiedy nawet w mniej uczęszczanych uliczkach napotkać możemy grupki rzucające kulami w kierunku "prosiaczka". Najliczniejszą z nich stanowią (nie wiedzieć czemu) osoby starsze. Domyślam się, że spowodowane jest to ogromnym w dzisiejszych czasach wyborem rozrywek, do których przez dawne przyzwyczajenia, starszym ciężko się przekonać.
W dużym skrócie ujmując Petanka polaga na celowaniu metalowymi kulami w małą drewnianą lub plastikową piłkę- cochonnet tak aby umieścić rzeczone bule jak najbliżej niej, względnie wybić kulę przeciwnika jak najdalej od celu.
Gra ta zdobywa coraz szersze rzesze zwolenników w Polsce i na całym świecie- w 2002 roku powstała Polska Federacja Pétanque, która zrzesza już 25 klubów a od blisko 30 lat bule zaliczają się do dyscyplin rozgrywanych podczas światowych igrzysk dysciplin nieolimpijskich czyli World Games.


Kolejną popularną tu grą, tym razem karcianą, jest "Boursicocotte", która przypomina nieco Monopoly z tą różnicą, że zamiast kompletować dzielnice tworzymy rodziny zwierząt, składające się z 4 członków- np. rodzina gęsi, krów czy owiec. Dodatkowym fajnym elementem zabawy są licytacje poszczególnych zwierzaków oraz wymiany pieniężne między graczami. Jeśli posiadamy np. 3 karty a inny gracz znajduje się w posiadaniu czwartej- brakującej nam do kolekcji możemy zaproponować mu udkupienie zwierzęcia- i tu zaczyna się robić zabawnie. Wykładamy na stół proponowaną sumę, nie zdradzając ile ona wynosi, karty leżą odwrócone tak, że tylko my wiemy ile ewentualnie zapłacimy. Osoba, od której chcemy odkupić np. osiołka ma 2 wyjścia: może przyjąć kwotę, zarabiając w tym wypadku bardzo niewiele (jeśli potrafimy skutecznie blefować) lub całkiem sporo, w zależności od naszej hojności; albo o ile zależy jej na zatrzymaniu karty, musi wyłożyć kwotę większą niż zaproponowana przez nas. Zarobione w ten sposób pieniądze pozwalają nam na dalsze pozyskiwanie poszczególnych zwierząt. Gracz, któremu skończą się pieniądze nie może odmówić sprzedarzy kart i co za tym idzie zmuszony jest przyjąć każdą zapłatę (a może ona wynosić nawet 0). Na końcu, gdy wszystkie grupy zostają skompletowane przemnażamy wartość zdobytych rodzin przez ich liczbę i wyłaniamy zwycięzcę.



Mnie udało się zebrać wszystkie psy, barany oraz świnki i wygrałam! :)

Poza wymienionymi wyżej grami, przez mój długi weekend przewinął się również Rummikub, Mastermind oraz Lips (karaoke na konsolę Xbox), nie zabrakło starego dobrego Rayman'a a męska część towarzystwa przypomniała sobie również o Call of Duty i Fifie.

Jak widzicie czas wolny od pracy obfituje tu we wszelkiego rodzaju gry, mniej lub bardziej wymagające skupienia oraz logicznego myślenia, jednoczące pokolenia i dostarczające masy pozytywnych emocji. Mówi się, że w każdym z nas drzemie dziecko- ale czy musimy być dziećmi by czerpać radość z chwil dzielonych z najbliższymi przy dominie czy mikrofonie? Sądzę , że nie... A wy jak myślicie?

Buziaki i do zobaczenia!


sobota, 26 kwietnia 2014

I po świętach...

Hej!
Z racji minionej Wielkanocy postanowiłam wtrącić kilka słów na ten temat.
Niestety nie mogłam spędzić tych dni z rodziną w Polsce ponieważ... byłam w pracy.
Święta Wielkanocne nie są tu jakoś szczególnie obchodzone. Dla przeciętnego Francuza oznaczają one w praktyce 2 dni wolne od pracy i zakup słodyczy dla najmłodszych członków rodziny. W niedzielę wielkanocną dzieci poszukują czekoladowych niespodzianek w ogrodzie i zakątkach domu podczas gdy rodzice oddają się słodkiemu nieróbstwu lub nadrabianiu wszelkich zaległości w obowiązkach domowych czy służbowych.
Skąd wziął się zwyczaj polowania na smakołyki? Mówi się, że to skrzydlate dzwony udające się do Rzymu po błogosławieństwo papieża gubią je w drodze powrotnej- ku uciesze najmłodszych.
W miastach niekiedy organizuje się tzw. polowanie na jajka, gdzie zarówno dzieci jak i starsi poszukują czekoladowych dzwonków, jajek czy zajączków w pobliskich parkach i skwerach.
Po zakończonych łowach rodziny często udają się do restauracji by nacieszyć się specjałami świątecznymi. Podaje się im z reguły foie gras (najprościej mówiąc pasztet z gęsich bądź kaczych watróbek, serwowany zazwyczaj z konfiturą figową lub cebulowącebulową), kawior, indyka faszerowanego kasztanami, suszone ryby, ostrygi- w zależności od regionu.
Coraz popularniejsze stają się również krótkie wyjazdy ze znajomymi za miasto lub do niedalekich centrów agroturystyki.
Organizuje się wtedy wycieczki rowerowe lub wieczory przy grillu.
Z racji pracy jaką wykonuję, okres wielkanocny upłynął pod znakiem wzmożonej aktywności zawodowej. Należę bowiem do grupy osób, które świadcząc usługi turystyczne, na świętujących mogły tylko popatrzeć. Nie dane mi było niestety zobaczyć moich najbliższych ani odetchnąć w zaciszu domowych pieleszy. Praca z ludźmi nie należy do najłatwiejszych toteż wielokrotnie wracając do domu zmęczona fizycznie i psychicznie nie pałałam chęcią uczestniczenia w wieczornych ogniskach czy spędach znajomych odwiedzających rodzinne okolice. Tym bardziej, że już od wczesnych godzin porannych trzeba było służyć pomocą turystom. Mój los podzieliła spora część obcokrajowców zamieszkujących Francję, restauratorzy, właściciele ośrodków wypoczynkowych, pracownicy bureau de tabac, policjanci, lekarze oraz wielu wielu innych.
Krzątanie się po domu, męczące porządki, stanie godzinami nad piekarnikiem, czynności niegdyś przyprawiające o zawrót głowy i zniechęcające do świąt dziś napawają tęsknotą za rodzinnymi tradycjami. Nawet znienawidzona zimna, poświęcona kiełbasa z rana wydaje się być smakowita i pachnąca.
Cóż, francuskie Święta Wielkanocne zdecydowanie do moich ulubionych nie należą.
Mam nadzieję, że wasze upłynęły w ciepłej, rodzinnej atmosferze oraz pozwoliły wam nabrać sił i chęci by stawiać czoła trudnościom i obowiązkom codziennym.
Życzę wam udanego weekendu a sama zabieram się do wątku e.l.f.
Zoub!