środa, 18 czerwca 2014

Mój sposób na walkę z trądzikiem- produkty do pielęgnacji i nie tylko



Wiele czasu upłynęło zanim dopasowałam sposób pielęgnacji do potrzeb mojej twarzy. Używałam wszelkich specyfików takich jak żele, mydła, mleczka, płyny micelarne, produkty antybakteryjne, odkażające, maści, okłady, maski, kremy z kwasami, peelingi enzymatyczne, kremy na przebarwienia- ach, było tego...
Przeznaczałam niebotyczne kwoty na pielęgnację twarzy- walkę z trądzikiem oraz niespodziankami wszelkiej maści, przebarwieniami, bliznami, wągrami, uczuleniami... Mogłabym wymieniać w nieskończoność przypadłości mojej wrażliwej cery.
Niestety najczęściej kończyło się brakiem poprawy lub wręcz pogorszeniem sytuacji.
Żele i mydła wysuszały, kremy zapychały i potęgowały świecenie, żele nawilżające (nawet te z aloesem i innymi substancjami łagodzącymi) powodowały pieczenie oraz uczulenia. Kwasy wywoływały wysypy i zaostrzone ataki trądziku a suplementy diety na bazie cynku i witamin wydawały się nie dawać żadnych efektów.
Wraz ze zmianą nawyków żywieniowych wróciła nadzieja na polepszenie stanu rzeczy. Nabrałam znów motywacji do poszukiwań TEGO kremu, TEGO produktu oczyszczającego i TEGO CZEGOŚ, co wspomoże organizm w walce od środka.
Stopniowo dochodziłam do sedna sprawy, testowałam pojedyńcze specyfiki obserwując czy dzieje się coś dobrego, złego lub czy nie dzieje się nic.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Mój sposób na walkę z trądzikiem- nawyki żywieniowe.



Stan mojej buzi bardzo się poprawił jakiś czas temu, postanowiłam więc podzielić się z wami moim sposobem na ukojenie cery trądzikowej.
Te z was, które śledzą moje wpisy, wiedzą, że borykam się od lat z powracającym trądzikiem.
Stosowałam kremy, maści, antybiotyki, przeszłam nawet półroczną kurację izotretynoiną- nic nie pomogło. Fakt, po ostatnim antybiotyku zmiany stały się mniej agresywne ale nadal licznie pojawiały się pozostawiając ciężkie do zwalczenia blizny. Dodatkowo po leczeniu Tetralysalem odnotowałam znaczne osłabienie i tak już z natury cienkich i delikatnych włosów. Zaczęło ich ubywać w zastraszającym tempie, przy rozczesywaniu wypadały garściami.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Bioderma Sébium Al correcteur



Zawładnął mną szał zakupów. Od kilku dni pracuję, kupuję i śpię a potem znów do pracy i na zakupy. Kupuję wszystko i wszędzie- w sklepach online, paraaptece, Nocibé, Hyper U.
Dziś taszcząc siaty załadowane kosmetykami postanowiłam skierować swoje kroki do paraapteki- czas zaopatrzyć się w kolejną buteleczkę olejku z drzewa herbacianego.
Na miejscu jak zawsze kilka zdań zamienionych z zaprzyjaźnionym sprzedawcą- emerytowanym dermatologiem.
Tuż przed wyjściem postanawiam zawrócić do ekspozycji Biodermy i Uriage- przydałaby się woda termalna. I tu do akcji wkracza pan aptekarz.
- Mamy promocję, 300ml za 6€.
Świetnie, mała buteleczka kosztuje 4,5€- trzeba skorzystać.
- A jak sprawdza się pani Dermablend?
- Nieźle ale męczy mnie nieco jego gęsta konsystencja, mieszam go z kremem. Niestety kolor jest nieco zbyt żółty... Ma pan dla mnie coś nowego?
- A mam :)
Oczom mym ukazuje się małe, zielone pudełeczko. Bioderma Sebium Al correcteur.
- Korektor nakłada pani na zmiany, kremem pokrywa pani całą twarz omijając okolice oczu. Nawilża, leczy, niweluje rozszerzone pory i błyszczenie, sugerowany dla cery trądzikowej. Proszę bardzo, odcień light.
Sprzedane.
Cena 13,76€
Wychodzę z paraapteki lżejsza o 25€. Ciekawe czy było warto...
W samochodzie zaglądam do pudełeczka, widzę tubkę podkładu- gdzie ten korektor..?
Otwieram opakowanie- niespodzianka! Jestem tu- zielony i matowy, nałóż mnie natychmiast!
Nie nie nie. Najpierw zdjęcie, później macanie.
Z bólem serca chowam nowy nabytek do torby- jutro.



•Podkład
- bardzo lejący
- dość ciemny
- zapach... dezodorantu? ogórka?

Test
Rozprowadziłam troszkę fluidu na dłoni- całkiem przyjemny w aplikacji.
Wykończenie nieco pudrowe, trochę jak mus.
Kolor po chwili pojaśniał, bardzo ładnie zlał się ze skórą.
Minimalnie rozswietlił naskórek- efekt tafli wody.

• KorektorKorektor
- pojemność 2g
- zielony
- bezzapachowy

Średnio poradził sobie z zakryciem maleńkiego zaczerwienienia na ręce- większość produktu została na palcu.
Sprawdzę jutro, nałożę pędzelkiem na poprawnie przygotowaną twarz.

Pierwszy raz na twarzy
• Korektor
Jestem zachwycona :)
- Dobrze kryje.
- Odpowiednio nałożony nie zostawia zielonego koloru na skórze.
- Nie wysusza.
- Bardzo ładnie utrzymuje się na buzi.
- Nie zakleja zmian! Cieniutka warstwa zupełnie neutralizuje ich kolor.
Oto co obiecuje producent:


 Sébium AI correcteur 2 w 1 ma podwójne działanie:
• zielony korektor - zapobiega powstawaniu zmian zapalnych, punktowo maskuje zaczerwienienia i zmiany zapalne
• krem tonujący - zapobiega powstawaniu zmian zapalnych, ujednolica koloryt, matuje i przywraca skórze blask

• Przeciwdziała tworzeniu się zmian zapalnych na każdym etapie ich powstawania glukonian cynku, soforolipidy, Laminaria Ochroleuca, ramnoza, enoxolon, opatentowany kompleks FLUIDACTIV®

• Łagodzi i trwale nawilża
gliceryna, xylitol

• Ukrywa niedoskonałości skóry, matuje (podkład mineralny)
mika i krzemionka w proszku, tlenek żelaza, dwutlenek tytanu

• Wygładza, wyrównuje skórę
estry AHA, kwas salicylowy

• Lekka, nietłusta konsystencja gwarantuje przyjemne stosowanie produktu

• Jest hipoalergiczny

• Nie zatyka porów 

• Bardzo dobrze tolerowany

• Nie zawiera parabenów 



WSKAZANIA:

• Skóra tłusta i mieszana 
• Zmiany trądzikowe 
• Niejednolity kolor skóry (np. przebarwienia) 
• Idealny do torebki, małe lusterko przy korektorze ułatwia poprawę makijażu w ciągu dnia


Skład:
DIISOSTEARYL MALATE, TITANIUM DIOXIDE (CI 77891), SILICA, PPG-3 MYRISTYL ETHER, BIS-DIGLYCERYL POLYACYLADIPATE-2, OCTYLDODECANOL, POLYETHYLENE, TITANIUM DIOXIDE, HYDROGENATED CASTOR OIL, BEESWAX (CERA ALBA), ISONONYL ISONONANOATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CHROMIUM (III) OXIDE, ZINC OXIDE, LAMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT, ALUMINUM HYDROXIDE, DISTEARDIMONIUM HECTORITE, ZINC GLUCONATE, PROPYLENE CARBONATE, STEARIC ACID, TRIETHOXYCAPRYLYLSILANE, SUCROSE TETRASTEARATE TRIACETATE, IRON OXIDES (CI 77492), MICA, BLUE 1 (CI 42090), BHT. [BI 665]

• Krem tonujący
- Bardzo naturalnie wygląda na twarzy
- Nie podkreśla suchych skórek
- Kryje bardzo delikatnie (bez korektora nie nada)
- Kolor raczej nie nadaje się dla bardzo jasnych karnacji
Mnie zostały resztki opalenizny z zeszłego roku więc bardzo cienka warstwa jeszcze jakoś wygląda.
- Buzia po nim zdecydowanie nie jest matowa, należałoby przypudrować.
- Utrzymuje się nieźle.
- Mam wrażenie, że moja twarz faktycznie nieco mniej się świeci.

Skład:
AQUA/WATER/EAU, DI-C12-13 ALKYL MALATE, TITANIUM DIOXIDE (CI 77891), GLYCERIN, BUTYLENE GLYCOL COCOATE, ALUMINUM STARCH OCTENYLSUCCINATE, ISONONYL ISONONANOATE, ZINC GLUCONATE, PEG-30 DIPOLYHYDROXYSTEARATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, MANNITOL, XYLITOL, RHAMNOSE, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, LAMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT, SALICYLIC ACID, GLYCYRRHETINIC ACID, CANDIDA BOMBICOLA/ GLUCOSE/METHYL RAPESEEDATE FERMENT, GINKGO BILOBA LEAF EXTRACT, DISTEARDIMONIUM HECTORITE, BIS-PEG/PPG-14/14 DIMETHICONE, HYDROGENATED LECITHIN, XANTHAN GUM, ALCOHOL DENAT, DIMETHICONE, CI 77492, IRON OXIDES (CI 77491), IRON OXIDES (CI 77499), SODIUM HYDROXIDE, PROPYLENE GLYCOL, CITRIC ACID, BAKUCHIOL, FRAGRANCE (PARFUM). [BI 664]


Jestem mile zaskoczona tym zestawem. Zostanie ze mną z pewnością na dłużej. Będę obserwować jaki wpływ ma na moją cerę- czy jej nie zapycha i czy naprawdę leczy zmiany.
Pewnie za jakiś czas dodam krótką notkę, w której opiszę jak się sprawuje :)

Dajcie znać czy miałyście kiedyś styczność z serią Sébium i co o niej myślicie. Ja zastanawiałam się nad zakupem płynu micelarnego z tej linii ale narazie stawiam na krótszy skład Solution Micellaire od Garniera.

Buziaki!

sobota, 7 czerwca 2014

Dzień niespodzianek z Yves Rocher (atak os, masakra w pudełku i reklamacja)



***
Pani listonosz dostarczyła mi dziś jedną z wielu wyczekiwanych paczek- zamówienie od Yves Rocher.
Nie było mnie w domu więc postanowiła zostawić pudełko w ogrodzie. Odchyliła furtkę i... Została boleśnie pokąsana przez osy!
Podczas godzinnej przerwy w pracy zapragnęłam zajrzeć do domu by sprawdzić czy moje skarby już do mnie dotarły- nagle zza ogrodzenia wypadł sąsiad krzycząc:
- Panienka uważa!!!
Zdążyłam odwrócić głowę w jego kierunku i poczułam pieczenie na ramieniu. Kilka rozwścieczonych os rzuciło się w moim kierunku. Przerażona, piszcząc i machając rękoma popędziłam do garażu :) Czekałam tam dobre 15 minut, bojąc się otworzyć drzwi. Gdy wreszcie doszłam do wniosku, że szkoda mi mojej przerwy, złapałam za spray owadobójczy i zakradłam się na tyły domu. Wokół furtki roiło się od żółtoczarnych potworów. Zarzuciłam na twarz bluzę i ruszyłam pędem przed siebie pryskając produktem na ślepo dookoła. Po kilku rundkach udało mi się przerzedzić armię nieprzyjaciół. Rozejrzałam się w poszukiwaniu gniazda- te okropieństwa zbudowały sobie domek w zamku!
Zakleiłam dokładnie produktem czeluści wspomnianego zamku w nadziei, że wściekłe bestie nie wrócą.
Uff... Udało się ;)



***

Po zjedzeniu szybkiego lunchu zabrałam się za rozpakowywanie moich wspaniałości.
Przebierałam nogami, nie mogąc doczekać się kiedy sobie wszystkiego podotykam, powącham, pobazgrzę po rękach i paznokciach.
Gdy udało mi się porozrywać karton, w nos uderzył mnie zapach lakieru do paznokci!
Przyjrzałam się bliżej zawartości- wszystko zalane było srebrną mazią! Na dnie leżała strzaskana buteleczka, zupełnie opróżniona. 
Pospiesznie zaczęłam przeglądać wszystkie produkty- prawie każde opakowanie uklejone, brudne, temperówka pęknięta, faktura nieczytelna!
Myślałam, że się wscieknę!
Na szczęście liczne buteleczki z perfumami nie ucierpiały, krem wyszedł z tej sytuacji bez uszczerbku, pozostałe lakiery w porządku (tyle, że upaskudzone).
No to pięknie...



***

Zostało mi pięć minut do wyjścia. Wściekła na stan przesyłki postanowiłam, że nie będę czekała do jutra z reklamacją- dzwonię do YR natychmiast! 
Telefon odebrała przemiła pani- powitała mnie z uśmiechem (tak, tak, uśmiech słyszy się przez telefon).
Wytłumaczyłam zwięźle w czym problem. Zanim zdążyłam zapytać o procedurę usłyszałam krótkie pytanie: 
- Pani numer klienta?
Podałam. Pani upewniła się co do mojego adresu i zawartości paczki po czym stwierdziła:
- Bardzo nam przykro, że tak się stało. Zupełnie nie rozumiem jak do tego doszło, bardzo dbamy o odpowiednie zapakowanie zamówienia oraz jego dostarczenie.
Szybka myśl zaświtała mi w głowie: "Aha... Ciekawie się zapowiada. Pewnie będę płacić za odesłanie i czekać na kosmetyki, które potrzebne mi są na już!"
Po chwili konsultantka dodała:
- Proszę nie odsyłać pudełka, wyślemy pani drugie, identyczne. Dołożymy wszelkich starań by taka sytuacja się nie powtórzyła.
Hohoho... To się nazywa fachowa obsługa klienta ;)



***

Po paru godzinach przeszło mi przez myśl, że może wtopa z przesyłką nie wyniknęła z niewłaściwego sposobu zapakowania lub transportu... Tak sobie dywaguję... A jeśli to pani listonosz przerażona watahą os upuściła paczkę..? 
Swoją drogą to ciekawe, że producent wierzy klientowi na słowo. Przecież każdy kto zna procedurę mógłby zgłosić nieistniejący problem i skorzystać z darmowej, drugiej partii kosmetyków.
Ciekawa też jestem jak potoczyłaby się sytuacja w Polsce- czy równie szybko i bezproblemowo?

Pozwólcie, że w tym poście nie podzielę się z wami zawartością przesyłki. Zrobię to gdy dotrą do mnie nowe, czyste produkty ;)

Dajcie znać czy przydarzyło wam się kiedyś coś podobnego i jak poradziliście sobie z reklamacją :)
Mnie szczerze mówiąc, tak przyjaźnie potraktowano po raz pierwszy!

Bisous!

wtorek, 3 czerwca 2014

Mini lakiery Yves Rocher


Hej!
Wykonałam dziś proste zdobienie paznokci lakierami od Yves Rocher. Nakładając kolejno wszystkie kolory pomyślałam sobie, że mogłabym napisać o nich parę słów :)

Zawartość każdej buteleczki to 3ml.
Ceny wahają się między 2 a 3€, w zależności od promocji.
Niestety gama kolorystyczna jest dość uboga natomiast praktycznie każdy z tych maluchów krzyczy: kup mnie!
Nie potrafię odmówić sobie przyjemności sięgnięcia po nie gdy zaglądam do butiku lub robię zakupy online.
Są maleńkie ale nie gęstnieją (chyba, że od początku konsystencja jest dość ścisła).
Na paznokciach trzymają się bardzo ładnie- nie odpryskują, bardzo delikatnie ścierają się na końcówkach.
Super szybko schną!

Dziś nałożyłam łącznie 4 warstwy plus baza- schnięcie wzorowe :) Kończąc aplikację na drugiej ręce, pierwsza była już gotowa do ponownego pokrycia :)

Ubolewam nad rozmiarem lakierów od YR- jako posiadaczka obszernej płytki paznokcia, bardzo szybko zużywam produkt. Staram się być oszczędna lub wykorzystuję je do nałożenia na jeden paznokieć albo do wzorków.

Jedno jest pewne- zaopatrując się w lakiery tej marki zawsze jesteśmy na czasie z kolorami ;)

Zapraszam do nowej zakładki Nail Art, gdzie pojawiło się już zdjęcie dzisiejszych wypocin wykonanych miniaturami Yves Rocher :) Postaram się wyrzucać co jakiś czas pomysły na proste zdobienia.

sobota, 31 maja 2014

Garnier Ultra Doux rozczarowuje


Oczarowana działaniem odżywki Garniera Brzoskwinia i kwiat Tiaré postanowiłam sięgnąć po następną gdy tylko skończyłam opakowanie. Tym razem jednak postawiłam na żurawinę i olejek arganowy ponieważ farbuję włosy. Kupiłam ją wraz z szamponem, urzeczona zapachem i obietnicą producenta jakoby ten zestaw miał pielęgnować, odżywiać oraz zapobiegać utlenianiu koloru bez obciążania moich i tak już cienkich włosów. Łącznie zapłaciłam za niego ok 5€.

Zaraz po powrocie, biorąc prysznic zapragnęłam wypróbować nowy nabytek. Pierwsza myśl: spływa po rękach... Spłukując odżywkę, od razu zwróciłam uwagę na brak miękkości, jaką dawała mi brzoskwinia z kwiatem Tiaré. Osuszyłam się ręcznikiem i zajęłam się toaletą czekając by przeschła mi nieco głowa. Po godzinie zlapałam za grzebień i przeżyłam rozczarowanie- moja czupryna wcale nie była miła w dotyku, narobiłam sobie kołtunów a na grzebieniu zostało sporo włosów.
Trudno, stwierdziłam. Następnym razem dołożę nieco więcej produktu, potrzymam trochę dłużej i będzie ok.
Nazajutrz, przed wyjściem do pracy musiałam umyć grzywkę ponieważ wyglądała już nieestetycznie.
Do tej pory myłam włosy co trzeci dzień, teraz- używając serii z żurawiną zmuszona jestem robić to nawet 4 razy w tygodniu. Nie jestem z tego powodu szczególnie szczęśliwa ponieważ wiecznie brakuje mi czasu. Pół godziny, które muszę poświęcić na odświeżanie fryzury wolałabym spędzić odpoczywając przy dobrej książce lub drzemiąc.

Podsumowując
Daję plus za cenę oraz bardzo przyjemny zapach.
Niestety szampon sprzyja nieco przetłuszczaniu.
Odżywka w bardzo niewielkim stopniu ułatwia rozczesywanie.
Włosy nie są spektakularnie wygładzone ani błyszczące, dość łatwo się plączą.
Odżywka jest dość rzadka, sporo się marnuje spływając z dłoni.
Dokładając każdorazowo produktu, zużywam opakowanie dużo szybciej niż bym sobie życzyła.

Moim kolejnym zakupem zdecydowanie będzie wersja brzoskwiniowa. Zapach koi zmysły, rozczesywanie sprawia przyjemność a przy tym włosy wyglądają na zdrowe i zadbane.
Żurawinowej pewnie nie zużyję do końca, może zastąpię nią piankę do golenia..? ;)
A wy jak dbacie o suche włosy? Dajcie znać czy znalazłyście już wasz numer jeden ;)





piątek, 30 maja 2014

Nickel bio Green Boost


Dokonałam niedawno ciekawego znaleziska w mojej szafce łazienkowej. Przekopując sterty próbek oraz produktów, których z różnych względów nie używam natknęłam się na zestaw Nickel Bio z serii Green Boost. W jego skład wchodzi energetyzujący peeling do twarzy oraz krem nawilżający. Zastanawiałam się z jakiego powodu te specyfiki znalazły się na półce "wieczne nieużycie". Przeszukałam Internet i doszłam do wniosku iż winę za to ponosi powszechne przekonanie, że marka Nickel produkuje kosmetyki dla mężczyzn.
Nic bardziej mylnego- seria BIO przeznaczona jest zarówno dla mężczyzn jak i kobiet.
Podczas internetowych poszukiwań dowiedziałam się rownież, że jestem posiadaczką ciężko dostępnych specyfików w niebotycznej cenie. Swego czasu dostępne były w Sephorze oraz jednym z pudełek GlossyBox, ja natomiast za kupiłam je w Beauty Success podczas posezonowych cięć cenowych i wyprzedaży.
Oba produkty można nabyć po ok. 30€ za sztukę (120pln za scrub???) natomiast trzeba się nieźle naszukać ponieważ dostępne są praktycznie tylko w trzech butikach na świecie- w Paryżu, Londynie oraz Nowym Jorku.
Obie tubki opatrzone są notką BIO oraz ECO CERT- w ten sposób producent informuje, że mamy w dłoni wyroby organiczne. Faktycznie, 99% składników jest pochodzenia naturalnego natomiast wśród wielu pozycji znajdziemy również alkohol benzylowy, mieszaninę alkoholu cetylowego i stearylowego (tu pytanie o komedogenność kremu zbędne), limonen oraz gumę ksantanową. Tak, wiem- by kosmetyk był jedwabisty i pięknie pachniał musi mieć w sobie trochę śmieci ale czy tego spodziewamy się, sięgając po produkt bio?
Prócz nieprzyjemnych niespodzianek znajdziemy tu również składniki takie jak: wyciąg z aloesu czy olej z nasion słonecznika.

Przejdźmy do konkretów. Co mogę o nich powiedzieć...
Peeling działa dość agresywnie. Zawiera maaaaasę bardzo ostrych i twardych drobin. Oczyszczanie twarzy tym cudem graniczy z bólem (wersja dla twardzieli). Dla jednych to na plus, dla innych nie do końca. Mnie to akurat nie przeszkadza bo daje poczucie porządnie " zdartego" martwego naskórka ;) Faktycznie pozostawia skórę bardzo gładką i miłą w dotyku. Nie jestem jednak pewna czy na dłuższą metę tego typu zabieg okaże się korzystny dla mojej problematycznej cery. Z racji zbliżającego się lata nie chcę jednak stawiać na peelingi enzymatyczne. Do tej pory miałam do czynienia z kilkoma i za każdym razem kończyło się średnio w kierunku do tragedii. Pożyjemy- zobaczymy.
Co do kremu... Ciekawy zapach- jak dla mnie przypomina mieszankę modeliny z cytryną ;) Błyskawicznie się wchłania natomiast towarzyszy temu przedziwne uczucie- coś pomiędzy ściągnięciem a wypełnieniem. Po naniesieniu niewielkiej ilości na całą twarz czuję się jakbym przeszła zabieg ostrzykiwania kolagenem- tak sobie wyobrażam to odczucie ;) Mam od razu ochotę napinać mięśnie twarzy by sprawdzić czy nadal mogę nimi ruszać ;) Skóra wydaje się być grubsza, gęstsza... Nie wiem czy to dobrze czy źle... Muszę przyznać, że zaaplikowany wieczorem, bardzo dobrze nawilża- rano nie ma śladu po suchych skórkach i "zadziorach". Oby tak dalej :)
 Aktualizacja
Po 2 tygodniach użytkowania dochodzę do wniosku, że nie jest to produkt mieszanej, kapryśnej cery- przynajmniej nie na dzień. Zaobserwowałam niestety kilku nieprzyjaciół na brodzie, w ciągu dnia buzia dość szybko i intensywnie się przetłuszcza. Tak jak podejrzewałam, krem sprzyja powstawaniu niespodzianek- w moim przypadku dość sporych :(
Z pewnością będę nadal go używać na suche skórki, które tworzą się u mnie jak szalone natomiast zdecydowanie ograniczę aplikację na całą twarz.
Eh... I znów nie udało mi się znaleźć tego jedynego, najlepszego kremu.
Odnośnie peelingu- z pewnością nie powróci na zakurzoną półkę. Podoba mi się jego działanie- raz za jakiś czas z pewnością będę po niego sięgać :)

Podsumowując
Jest to z pewnością zestaw godny polecenia- osoby z suchą skórą powinny być być z niego zadowolone. Tym z was, które są posiadaczkami cery mieszanej czy tłustej raczej odradzam krem natomiast scrub jak najbardziej świetnie się sprawdzi do użytku raz na parę tygodni. Cena może nieco odstraszać ale od czego są letnie i zimowe wyprzedaże? ;)

Do następnego postu!
Buziaki ;*


czwartek, 29 maja 2014

Galerie Lafayette, THE BODY SHOP, e.l.f., La Redoute, Promod- kody zniżkowe



Do wszystkich Polek we Francji!
Oto lista aktualnych kodów zniżkowych :)

Internetowa Galeria Lafayette
RETAILMENOT30
Do 65% w sekcji Moda
Ważny do 01.06.2014

THE BODY SHOP
RMNEXCLU15
15€ przy zakupie w kwocie minimalnej 30€
Ważny do 29.05.20014 (DZIŚ!)

E.L.F.
• 5ELF
5€ przy zakupie w kwocie 30€
• 4ELF
4€ przy zakupie w kwocie 24€
• 3ELF
3€ przy zakupie w kwocie 22€
• 2ELF
2€ przy zakupie w kwocie 18€
• 1ELF
1€ przy zakupie w kwocie 14€
Ważne do 30.05.2014

La Redoute
RED00
30% na kolekcję Wiosna/Lato 20144
Ważny do 24.06.2014

Promod
papa
10€ przy zakupie w kwocie 20€ w sekcji męskiej
Ważny do 15.06.2014

DANIEL YOUVANCE
BDRDJ
10€ przy zakupie w kwocie 35€
Ważny do 30.05.2014 (JUTRO!)

Życzę wszystkim udanych zakupów oraz słonecznego popołudnia!
Buziaki :)

Koniecznie dajcie znać czy kody wam się przydały!

poniedziałek, 26 maja 2014

Ostatnia recenzja e.l.f. plus bohater odcinka- pan Bubel Niespotykany


Hej!
Zajęło mi trochę czasu by zabrać się za kolejne recenzje Eyes Lips Face. Kilka produktów rozczarowało mnie na tyle, że nie bardzo miałam nawet ochotę o nich pisać. Natłok pracy również odegrał tu swoją rolę, ponieważ nie miałam okazji dobrze przetestować poszczególnych kosmetyków. Udało mi się wreszcie nadrobić braki więc zaczynamy!

Eyelid Primer
Baza do powiek, Sheer
Dostępne kolory: 3
Gama: podstawowa
Pojemność: 5ml
Cena: 1€

Jak każdy wie, baza służy do podtrzymania makijażu. Powinna zapobiegać rolowaniu się cieni oraz niekiedy uwydatniać kolor nałożony na powiekę.
Tego produktu używałam z przyjemnością. Wybrałam odcień matowy by nie tworzyć pod makijażem błyszczących prześwitów.
Baza delikatnie wyrównuje koloryt powieki ale bez szaleństw ;)
Na moich mało widocznych przebarwieniach daje radę.
Faktycznie nieźle radzi sobie z matowieniem oraz przedłużeniem żywotności makeup'u.
Nie zauważyłam zbierania się cieni ani kredki w załamaniach (a zdarza mi się to często).
Minus za skład. Aplikując pod okiem przejechałam po uczuleniu i nieco swędziało- ten kosmetyk do najnaturalniejszych nie należy ale z drugiej strony niewiele jest baz bio;)
Pachnie trochę chemią- zapach mało intensywny, znika po użyciu.
Podsumowując
Jestem na tak, cena sugeruje średniawkę a produkt pozytywnie zaskakuje ;)


Custom Eyes Refill Pan+Custom Compact 
Pojedyncze cienie (wkłady), Ivory
Dostępnych kolorów: 18
Gama: podstawowa
Cena: 1€

Nie nie nie...
Po pierwsze: zdjęcia na stronie producenta przedstawiające barwę cieni są nieadekwatne do rzeczywistego stanu rzeczy. To co widzicie na fotce powyżej, w butiku pokazane było jako snieżnobiałe.
Po drugie, według osoby piszącej notki na eyeslipsface.fr, są to produkty świetnie napigmentowane o formule long-lasting.
Ekhm... Krycie- zero, pigmentacja- żadna, jedyne co widać to perła.
Tu sprawa ma się podobnie jak w przypadku "białej" kredki opisanej w poprzedniej recenzji. Ani tego cuda nie nałożę pod brew, ani w kąciki... Chyba że ktoś lubi się mocno świecić to wtedy na jasny cień lub kredkę.
Jeśli już jesteście w posiadaniu tej wspaniałości, spróbujcie aplikacji na mokro- może coś z tego będzie...
Wkłady sprzedawane są pojedynczo, by je godnie przechowywać musimy posiadać paletę magnetyczną lub takową zakupić za 1€.
Mieszczą się w niej 4 krążki oraz aplikator.
Większość kupujących nabywa od razu 4 sztuki by zapełnić puderniczkę- w ten sposób staje się posiadaczem 5 nieużytków oraz portfelem bez sensu uszczuplonym o 5€ ;)
Podsumowując
Z reguły, ze względu na ceny jestem pobłażliwa w ocenie tej marki, TEGO natomiast nie wzięłabym nawet za darmo- SZAJS!


Nail Polish
4 beachy Nail shades
Zestaw lakierów do paznokci, Beachy
Dostępnych zestawów: 2
Gama: podstawowa
Cena: 3€
Zestaw specjalny

Tu po prostu zabrakło mi słów. Nie z zachwytu bynajmniej.
Opakowanie bardzo ładne, sugeruje przyjemną aplikację szerokim pędzelkiem, letnie oraz świeże kolory w sam raz na plażę (niebieski na zdjęciu jest bardzo intensywny jednak w rzeczywistości to pastelowy chaber).
Pominę fakt, że (po raz kolejny) to co producent nam pokazuje w e-butiku różni się znacznie od przysłanego produktu.
Lakiery pełne drobinek- to jeszcze przeżyję ale niespodzianka jaka na nas czeka po otwarciu flakoników przerasta najśmielsze oczekiwania!
Po pierwsze na dzień dobry uderza nas zapach zupełnie nieprzypominający standardowych lakierów.
Po drugie każdy z nich ma inną konsystencję. Mażą się, smużą, nie pokrywają końcówek- nie da rady ich estetycznie nałożyć.
Nie kryją.
A teraz najlepsze: nie zasychają ;)
Nałożone cienką warstwą po godzinie od aplikacji nadal tworzą zadziory i rysy (i to jakie), nie ma co marzyć o dołożeniu choćby odrobiny w ramach ratowania wyglądu manicuru.
Ten zestaw to moje największe rozczarowanie marką.
Właśnie ten majstersztyk na spółkę z kredką rozświetlającą i cieniami odebrał mi jakąkolwiek ochotę na napisanie recenzji.
Podsumowując
Nie radzę...



Blush Studio
Róż do policzków, Tickled Pink
Dostępnych kolorów: 11
Gama: studio
Cena: 4€

Wreszcie coś, o czym napiszę z przyjemnością.
Kolekcja okrzyknięta odpowiednikiem różów Narsa.
Tickled Pink jako tańsza wersja Deep Throat? To prawdziwa gratka dla kosmetykomaniaczek ;)
Gotta Glow imituje (bardzo udanie) Albatrossa.
W linii studio znajduje się również Candid Coral- wypisz wymaluj Orgasm, który z kolei do złudzenia przypomina Reflex od Chanel- jak tu się nie zakochać?
Do konkretów!
Opakowanie- czarne, matowe z małym lusterkiem. Nie znajdziecie tam aplikatora ani pędzelka (one i tak z reguły do niczego się nie przydają).
Sam róż nie posiada zapachu.
Pigmentacja w sam raz- możemy stopniować efekt dokładając po trochu.
Nie robi plam, pięknie się rozciera.
Ma w sobie trochę nienachalnych drobinek, które w żadnym razie nie zrobią nam krzywdy.
Daje bardzo naturalny efekt.
Utrzymuje się przeciętnie, równomiernie znika z twarzy nie pozostawiając nieestetycznych placków.
Jedyne co jest mu niekiedy zarzucane to pudrowość- ja takowej nie widzę. Jeśli ktoś potrzebuje piorunującego efektu, zamiast trzeć niech wybierze intensywniejszy kolor ;)
Podsumowując
Poleciłabym go przyjaciółce przy czym cena 16 PLN (lub więcej) plus przesyłka może kogoś zniechęcić- zawsze łatwiej wybrać się do drogerii, pooglądać, pomacać i kupić coś sprawdzonego.
Dla osób mieszkających za granicami Polski jak najbardziej NAJS!


Brightening Eye Color
Poczwórne cienie, Silverlining&Drama
Dostępnych kombinacji kolorystycznych: 12
Gama: podstawowa
Cena: 1€

Pod aplikatorem znajduje się maleńkie lusterko- mało praktyczne ze względu na rozmiar- może się przydać do drobnych poprawek jeśli nie mamy ze sobą puderniczki (ekhm... Puderniczki ani lusterka ale cienie to i owszem).
Sprawa z kolorami ma się podobnie jak w przypadku cieni opisanych wyżej. Zdjęcia producenta przedstawiają nasycony kolorem produkt podczas gdy prawdziwa zawartość opakowania sprawia wrażenie nieco przygaszonej.
Pigmentacja trochę lepsza niż poprzednio ale bez rewelacji.
Nie polecam nakładania pędzelkiem bo uzyskamy jedynie efekt mgiełki, jeśli już to w ruch pójść powinny palce.
W zależności od paletki, niektóre cienie są mniej i bardziej pudrowe, często okropnie twarde. Część jest z drobinkami, część bez.
W przypadku Silverlining biały pigment jest matowy, reszta z brokatem. Drama w całości brokatowa.
Dobór barw sugeruje wykonanie pełnego makijażu oka przy użyciu pojedynczych zestawów natomiast próba blendowania kończy się na efekcie plamy bliżej nieokreślonego koloru.
Podsumowując
Nie najgorsza opcja dla oszczędnych dziewczyn, które zaczynają się malować i nie szaleją z makijażem.
Jako produkt dla nieco bardziej zaznajomionych z tematem wizażu- nie polecam.


All Over Color Stick
Rozświetlacz, Spotlight
Dostępnych kolorów: 6
Gama: podstawowa
Pojemność: 4g
Cena: 1€

Według producenta jest to świetny produkt, który posłuży nam jako rozświetlacz do oczu, policzków i ust (???)
Znów zdjęcia elfa nie zgadzają się z rzeczywistością- intensywne kolory okazują się być jasne a delikatne ciemniejsze.
Ja szczęśliwie nabyłam Spotlight- bez komplikacji w kwestii barwy.
Wielu osobom przeszkadza jego cytrusowy zapach- mnie on kojarzy się z pomarańczowym Plussszem.
Kolor kremowobiały, niezłe krycie. Tu narzuca się pytanie: jak nałożyć biały, kryjący sztyft na usta???
W wypadku Spotlight radzę podkreślać jedynie łuk kupidyna, natomiast Limonade Rose czy Persimmon powinien nadać się do aplikacji na wargi.
Co do konsystencji... Dość zbita,twarda- trzeba pomóc sobie palcem. Przestrzegam przed nakładaniem prosto z opakowania- delikatne muśnięcie sztyftem nie umożliwi roztarcia, przyciskając mocniej ryzykujesz przesadą. Aplikacja pędzlem mija się z celem.
Z życia wzięte
Kiedyś, na YouTube widziałam panią, która z lubością wcierała All Cover Color Stick w całą twarz, twierdząc, że wspaniale radzi sobie z jej licznymi przebarwieniami (muszę przyznać, że takowe miała imponujące a sztyft nieźle sobie poradził).
Postanowiłam więc nałożyć go pod oczy (w tej chwili mam bardzo jasną twarz). Efekt był naprawdę całkiem przyjemny. Pani zachwycała się nad trwałością wykonanego przez siebie kamuflażu toteż zaryzykowałam i udałam się na parę godzin do pracy bez uprzedniego przyprószenia efektu pudrem. Gdy po 2 godzinach zobaczyłam się w lustrze oniemiałam z wrażenia. Po kryciu nie było śladu a moje dolne powieki świeciły niczym w noc sylwestrową. Ilość drobin bijących blaskiem nie do opisania powalała. Zmyłam natychmiast cały brokat z twarzy i pospieszyłam na stronę producenta. Okazało się, że 2 zupełnie różne produkty posiadają tę samą nazwę oraz formę a pani z YouTube obsmarowywała się korektorem.
Taka sytuacja.
Morał: zanim posłuchasz bezmyślnie pani z YT sprawdź czy nie robisz głupoty, przeczytaj dokładnie opis kosmetyku i wypróbuj go zanim wyjdziesz w nim na ulicę ;)
Morał II: ostrożnie z tym cudem- będziesz świecić jak choinka!
Podsumowując
Mieszane uczucia...


Tym o to pozytywnym akcentem zamykam na tę chwilę sagę o Eyes Lips Face. Zajrzę do nich pewnie jeszcze w poszukiwaniu sprawdzonych produktów oraz rzeczy, których do tej pory nie udało mi się dorwać ale z pewnością przyszłe zakupy poprzedzę poszukiwaniami opinii na blogach. Szczęściary, nie popełnicie moich wpadek zakupowych ;)
Jeśli jesteście ciekawe któregoś z nieopisanych tu kosmetyków koniecznie dajcie znać- postaram się udzielić wam odpowiedzi ;)
Buziaki!



niedziela, 25 maja 2014

Dzień Matki we Francji


Dziś wszystkie francuskie mamy świętują- nadeszła ostatnia niedziela maja. Będą kwiaty, czekoladki i wspólny obiad. Wszystkie emisje telewizyjne i radiowe dotyczą w większym bądź mniejszym stopniu dzisiejszejszego, szczególnego dnia. Od tygodni atakują nas reklamy "kup najwspanialszy prezent swojej mamie"- jak wszędzie indziej. Nie sposób o tym święcie zapomnieć, nawet jeśli jego data nie jest tak oczywista jak w Polsce.
Nasze polskie mamy jako jedyne, jak co roku obdarowane uściskami i upominkami zostaną 26 maja. Te francuskie, każdej wiosny zaglądać muszą w kalendarz w poszukiwaniu ostatniej niedzieli maja. Bywa, że w tym dniu wypada również Zesłanie Ducha Świętego- wtedy ich święto przesuwa się na pierwszą niedzielę czerwca.
Dzisiaj dzień matki obchodzi się również na Antylach Francuskich, Dominikanie, Haiti, Mauritiusie, w Algierii, Szwecji i Tunezji. W związku z tym, wszystkim mamom świętującym tej niedzieli życzę wspaniałego, pełnego radości popołudnia, spędzonego w gronie najbliższych :)