środa, 5 listopada 2014

Jesienna pielęgnacja skóry problematycznej



Ochłodziło się, słońce złagodniało- czas na zmiany w pielęgnacji twarzy.
Wrażliwa cera trądzikowa bywa bardzo wybredna- nie lubi zmian. Ani tych pogodowych ani kosmetycznych.
Jednak co począć gdy ukochany, lekki krem staje się zbyt lekki a dobroczynny podkład za ciemny (wakacyjna opalenizna odchodzi w niepamięć)?
Trzeba się ratować.

sobota, 1 listopada 2014

Niech cię głowa o to nie swędzi!

   Od zawsze miałam kłopoty ze skórą głowy- jak nie swędzenie to łupież albo przetłuszczające się włosy. Podobny problem dotykał moich najbliższych- nizoral często gościł w naszej łazience. Raz pomagał, raz niekoniecznie- w zasadzie nie przypominam sobie, żeby ktoś w moim domu był w pełni zadowolony z jego efektów. Zmienialiśmy więc szampony, ja i siostra kombinowałyśmy z odżywkami, sprayami ale ciągle coś było nie tak.

Minęły lata a ja nadal nie znalazłam idealnego kosmetyku do włosów ale za to doszłam do ciekawych wniosków i wypracowałam kilka sposobów, które się u mnie sprawdzają w walce ze świądem i innymi nieprzyjemnymi doświadczeniami.
   Z perspektywy czasu, porównując doświadczenia z różnymi produktami stwierdziłam, że tak naprawdę łupież przytrafił mi się może raz czy dwa w efekcie stosowania niewłaściwych kosmetyków i niekiedy dziwacznych praktyk wynikających z rozpaczliwej chęci pozbycia się problemu.
W pozostałych przypadkach winę za stan mojej czupryny ponosiło przesuszenie skalpu lub utrudnianie skórze oddychania. Białe paproszki, które brałam za typowy łupież okazały się najzwyczajniej w świecie przesuszoną skórą, która delikatnie łuszczyła się w kontakcie ze szczotką czy grzebieniem.
   Przejrzałam wszystkie moje szampony i niestety na pierwszym miejscu zawierały SLS (Sodium Laureth Sulfate)- składnik odpowiedzialny dokładne usuwanie np. tłuszczu z powierzchni skóry.

środa, 29 października 2014

Jesienny nailart patchworkowy

Hej hej!
Ostatnio spędzając chłodne wieczory opatulona kocem pomyślałam, że mogłabym wykonać własną, ciepłą narzutkę w ulubionym wzorze. Nie mogąc zdecydować jaki motyw wybrać wpadłam na pomysł patchworku :) I tak narodziła się wizja patchworkowych paznokci :)
Do ich wykonania użyłam bazy, kilku lakierów w jesiennych barwach oraz farbki akrylowej i top coat'u Seche Vite- nie obyło się też bez cieniutkiego pędzelka o długim włosiu.
A oto co wyszło tym razem spod mojego pędzla ;)



Nailart ten zamieszczę niebawem w zakładce "nailart" wraz z opisem wszystkich użytych produktów- zapraszam do odwiedzenia zakładki ;)
Wszystkie wzorki zostały wykonane na moich naturalnych paznokciach- możecie zobaczyć je również w powiększeniu na moim instagramie tu: fraline90. Znajdziecie tam też niektóre z moich hauli i nowych nabytków :)

A jak mają się Wasze paznokcie?
Buziaki!

niedziela, 19 października 2014

Oficjalny francuski Michael Kors wyprzedaje za grosze ;)


Przeglądając dziś facebooka natknęłam się na coś wspaniałego. Michael Kors wyprzedaje! I to jak?!
Torebki z 2014 roku przecenione z 400€ na 49 :)
Coś pięknego ;) Pierwsza myśl: "kup 10!".
Długo nie mogłam się zdecydować, szperalam w internecie 4 h przebierając w kolorach i modelach i porównując zdjęcia z filmikami na YouTube by upewnić się, że wybrane skarby są prawdziwe.
Prześledziłam sumiennie zakładki dotyczące regulacji prawnych, polityki firmy itp.
W końcu zdecydowana na zakup utworzyłam konto na stronie

środa, 24 września 2014

Black Opium-->Valentina-->Si Lolita-->J'adore + Złota zasada zakupoholiczki


Po trzech miesiącach ciągłej pracy i rozjazdów wreszcie powracam do blogosfery- bogatsza o bagaż doświadczeń i wyprzedażowych dobroci :)
Nazbieralo się zaległych recenzji, zdjęć, hauli, sklepów online godnych i niegodnych polecenia.
Dziś zdecydowałam się na krótką notkę o perfumach, które kupiłam by z lekkim poślizgiem uczcić moje lipcowe urodziny.
   Parę tygodni temu udałam się do perfumerii Beauty Success w poszukiwaniu Black Opium od YSL, wypatrzonego jakiś czas temu na Sephora.fr. Oczarowana tajemniczym opisem i kawową nutą postanowiłam, że muszę je mieć.
Na miejscu przemiła pani poinformowała mnie, że nie ma mojego wymarzonego flakonu w sprzedaży ALE "może dać mi powąchać". Uśmiałam się szczerze :) No tak, jeśli gdzieś ma nie być tego czego szukam to tylko w Wandei. Najbliższa Sephora to już inny region i 40 minut jazdy samochodem, porządne sieciówki podobnie, Nocibé jakieś takie ubogie- nic tylko kupować na ślepo przez internet...

środa, 18 czerwca 2014

Mój sposób na walkę z trądzikiem- produkty do pielęgnacji i nie tylko



Wiele czasu upłynęło zanim dopasowałam sposób pielęgnacji do potrzeb mojej twarzy. Używałam wszelkich specyfików takich jak żele, mydła, mleczka, płyny micelarne, produkty antybakteryjne, odkażające, maści, okłady, maski, kremy z kwasami, peelingi enzymatyczne, kremy na przebarwienia- ach, było tego...
Przeznaczałam niebotyczne kwoty na pielęgnację twarzy- walkę z trądzikiem oraz niespodziankami wszelkiej maści, przebarwieniami, bliznami, wągrami, uczuleniami... Mogłabym wymieniać w nieskończoność przypadłości mojej wrażliwej cery.
Niestety najczęściej kończyło się brakiem poprawy lub wręcz pogorszeniem sytuacji.
Żele i mydła wysuszały, kremy zapychały i potęgowały świecenie, żele nawilżające (nawet te z aloesem i innymi substancjami łagodzącymi) powodowały pieczenie oraz uczulenia. Kwasy wywoływały wysypy i zaostrzone ataki trądziku a suplementy diety na bazie cynku i witamin wydawały się nie dawać żadnych efektów.
Wraz ze zmianą nawyków żywieniowych wróciła nadzieja na polepszenie stanu rzeczy. Nabrałam znów motywacji do poszukiwań TEGO kremu, TEGO produktu oczyszczającego i TEGO CZEGOŚ, co wspomoże organizm w walce od środka.
Stopniowo dochodziłam do sedna sprawy, testowałam pojedyńcze specyfiki obserwując czy dzieje się coś dobrego, złego lub czy nie dzieje się nic.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Mój sposób na walkę z trądzikiem- nawyki żywieniowe.



Stan mojej buzi bardzo się poprawił jakiś czas temu, postanowiłam więc podzielić się z wami moim sposobem na ukojenie cery trądzikowej.
Te z was, które śledzą moje wpisy, wiedzą, że borykam się od lat z powracającym trądzikiem.
Stosowałam kremy, maści, antybiotyki, przeszłam nawet półroczną kurację izotretynoiną- nic nie pomogło. Fakt, po ostatnim antybiotyku zmiany stały się mniej agresywne ale nadal licznie pojawiały się pozostawiając ciężkie do zwalczenia blizny. Dodatkowo po leczeniu Tetralysalem odnotowałam znaczne osłabienie i tak już z natury cienkich i delikatnych włosów. Zaczęło ich ubywać w zastraszającym tempie, przy rozczesywaniu wypadały garściami.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Bioderma Sébium Al correcteur



Zawładnął mną szał zakupów. Od kilku dni pracuję, kupuję i śpię a potem znów do pracy i na zakupy. Kupuję wszystko i wszędzie- w sklepach online, paraaptece, Nocibé, Hyper U.
Dziś taszcząc siaty załadowane kosmetykami postanowiłam skierować swoje kroki do paraapteki- czas zaopatrzyć się w kolejną buteleczkę olejku z drzewa herbacianego.
Na miejscu jak zawsze kilka zdań zamienionych z zaprzyjaźnionym sprzedawcą- emerytowanym dermatologiem.
Tuż przed wyjściem postanawiam zawrócić do ekspozycji Biodermy i Uriage- przydałaby się woda termalna. I tu do akcji wkracza pan aptekarz.
- Mamy promocję, 300ml za 6€.
Świetnie, mała buteleczka kosztuje 4,5€- trzeba skorzystać.
- A jak sprawdza się pani Dermablend?
- Nieźle ale męczy mnie nieco jego gęsta konsystencja, mieszam go z kremem. Niestety kolor jest nieco zbyt żółty... Ma pan dla mnie coś nowego?
- A mam :)
Oczom mym ukazuje się małe, zielone pudełeczko. Bioderma Sebium Al correcteur.
- Korektor nakłada pani na zmiany, kremem pokrywa pani całą twarz omijając okolice oczu. Nawilża, leczy, niweluje rozszerzone pory i błyszczenie, sugerowany dla cery trądzikowej. Proszę bardzo, odcień light.
Sprzedane.
Cena 13,76€
Wychodzę z paraapteki lżejsza o 25€. Ciekawe czy było warto...
W samochodzie zaglądam do pudełeczka, widzę tubkę podkładu- gdzie ten korektor..?
Otwieram opakowanie- niespodzianka! Jestem tu- zielony i matowy, nałóż mnie natychmiast!
Nie nie nie. Najpierw zdjęcie, później macanie.
Z bólem serca chowam nowy nabytek do torby- jutro.



•Podkład
- bardzo lejący
- dość ciemny
- zapach... dezodorantu? ogórka?

Test
Rozprowadziłam troszkę fluidu na dłoni- całkiem przyjemny w aplikacji.
Wykończenie nieco pudrowe, trochę jak mus.
Kolor po chwili pojaśniał, bardzo ładnie zlał się ze skórą.
Minimalnie rozswietlił naskórek- efekt tafli wody.

• KorektorKorektor
- pojemność 2g
- zielony
- bezzapachowy

Średnio poradził sobie z zakryciem maleńkiego zaczerwienienia na ręce- większość produktu została na palcu.
Sprawdzę jutro, nałożę pędzelkiem na poprawnie przygotowaną twarz.

Pierwszy raz na twarzy
• Korektor
Jestem zachwycona :)
- Dobrze kryje.
- Odpowiednio nałożony nie zostawia zielonego koloru na skórze.
- Nie wysusza.
- Bardzo ładnie utrzymuje się na buzi.
- Nie zakleja zmian! Cieniutka warstwa zupełnie neutralizuje ich kolor.
Oto co obiecuje producent:


 Sébium AI correcteur 2 w 1 ma podwójne działanie:
 zielony korektor - zapobiega powstawaniu zmian zapalnych, punktowo maskuje zaczerwienienia i zmiany zapalne
 krem tonujący - zapobiega powstawaniu zmian zapalnych, ujednolica koloryt, matuje i przywraca skórze blask

 Przeciwdziała tworzeniu się zmian zapalnych na każdym etapie ich powstawania glukonian cynku, soforolipidy, Laminaria Ochroleuca, ramnoza, enoxolon, opatentowany kompleks FLUIDACTIV®

 Łagodzi i trwale nawilża
gliceryna, xylitol

 Ukrywa niedoskonałości skóry, matuje (podkład mineralny)
mika i krzemionka w proszku, tlenek żelaza, dwutlenek tytanu

 Wygładza, wyrównuje skórę
estry AHA, kwas salicylowy

 Lekka, nietłusta konsystencja gwarantuje przyjemne stosowanie produktu

 Jest hipoalergiczny

 Nie zatyka porów 

 Bardzo dobrze tolerowany

 Nie zawiera parabenów 



WSKAZANIA:

 Skóra tłusta i mieszana 
 Zmiany trądzikowe 
 Niejednolity kolor skóry (np. przebarwienia) 
 Idealny do torebki, małe lusterko przy korektorze ułatwia poprawę makijażu w ciągu dnia


Skład:
DIISOSTEARYL MALATE, TITANIUM DIOXIDE (CI 77891), SILICA, PPG-3 MYRISTYL ETHER, BIS-DIGLYCERYL POLYACYLADIPATE-2, OCTYLDODECANOL, POLYETHYLENE, TITANIUM DIOXIDE, HYDROGENATED CASTOR OIL, BEESWAX (CERA ALBA), ISONONYL ISONONANOATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CHROMIUM (III) OXIDE, ZINC OXIDE, LAMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT, ALUMINUM HYDROXIDE, DISTEARDIMONIUM HECTORITE, ZINC GLUCONATE, PROPYLENE CARBONATE, STEARIC ACID, TRIETHOXYCAPRYLYLSILANE, SUCROSE TETRASTEARATE TRIACETATE, IRON OXIDES (CI 77492), MICA, BLUE 1 (CI 42090), BHT. [BI 665]

• Krem tonujący
- Bardzo naturalnie wygląda na twarzy
- Nie podkreśla suchych skórek
- Kryje bardzo delikatnie (bez korektora nie nada)
- Kolor raczej nie nadaje się dla bardzo jasnych karnacji
Mnie zostały resztki opalenizny z zeszłego roku więc bardzo cienka warstwa jeszcze jakoś wygląda.
- Buzia po nim zdecydowanie nie jest matowa, należałoby przypudrować.
- Utrzymuje się nieźle.
- Mam wrażenie, że moja twarz faktycznie nieco mniej się świeci.

Skład:
AQUA/WATER/EAU, DI-C12-13 ALKYL MALATE, TITANIUM DIOXIDE (CI 77891), GLYCERIN, BUTYLENE GLYCOL COCOATE, ALUMINUM STARCH OCTENYLSUCCINATE, ISONONYL ISONONANOATE, ZINC GLUCONATE, PEG-30 DIPOLYHYDROXYSTEARATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, MANNITOL, XYLITOL, RHAMNOSE, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, LAMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT, SALICYLIC ACID, GLYCYRRHETINIC ACID, CANDIDA BOMBICOLA/ GLUCOSE/METHYL RAPESEEDATE FERMENT, GINKGO BILOBA LEAF EXTRACT, DISTEARDIMONIUM HECTORITE, BIS-PEG/PPG-14/14 DIMETHICONE, HYDROGENATED LECITHIN, XANTHAN GUM, ALCOHOL DENAT, DIMETHICONE, CI 77492, IRON OXIDES (CI 77491), IRON OXIDES (CI 77499), SODIUM HYDROXIDE, PROPYLENE GLYCOL, CITRIC ACID, BAKUCHIOL, FRAGRANCE (PARFUM). [BI 664]


Jestem mile zaskoczona tym zestawem. Zostanie ze mną z pewnością na dłużej. Będę obserwować jaki wpływ ma na moją cerę- czy jej nie zapycha i czy naprawdę leczy zmiany.
Pewnie za jakiś czas dodam krótką notkę, w której opiszę jak się sprawuje :)

Dajcie znać czy miałyście kiedyś styczność z serią Sébium i co o niej myślicie. Ja zastanawiałam się nad zakupem płynu micelarnego z tej linii ale narazie stawiam na krótszy skład Solution Micellaire od Garniera.

Buziaki!

sobota, 7 czerwca 2014

Dzień niespodzianek z Yves Rocher (atak os, masakra w pudełku i reklamacja)



***
Pani listonosz dostarczyła mi dziś jedną z wielu wyczekiwanych paczek- zamówienie od Yves Rocher.
Nie było mnie w domu więc postanowiła zostawić pudełko w ogrodzie. Odchyliła furtkę i... Została boleśnie pokąsana przez osy!
Podczas godzinnej przerwy w pracy zapragnęłam zajrzeć do domu by sprawdzić czy moje skarby już do mnie dotarły- nagle zza ogrodzenia wypadł sąsiad krzycząc:
- Panienka uważa!!!
Zdążyłam odwrócić głowę w jego kierunku i poczułam pieczenie na ramieniu. Kilka rozwścieczonych os rzuciło się w moim kierunku. Przerażona, piszcząc i machając rękoma popędziłam do garażu :) Czekałam tam dobre 15 minut, bojąc się otworzyć drzwi. Gdy wreszcie doszłam do wniosku, że szkoda mi mojej przerwy, złapałam za spray owadobójczy i zakradłam się na tyły domu. Wokół furtki roiło się od żółtoczarnych potworów. Zarzuciłam na twarz bluzę i ruszyłam pędem przed siebie pryskając produktem na ślepo dookoła. Po kilku rundkach udało mi się przerzedzić armię nieprzyjaciół. Rozejrzałam się w poszukiwaniu gniazda- te okropieństwa zbudowały sobie domek w zamku!
Zakleiłam dokładnie produktem czeluści wspomnianego zamku w nadziei, że wściekłe bestie nie wrócą.
Uff... Udało się ;)



***

Po zjedzeniu szybkiego lunchu zabrałam się za rozpakowywanie moich wspaniałości.
Przebierałam nogami, nie mogąc doczekać się kiedy sobie wszystkiego podotykam, powącham, pobazgrzę po rękach i paznokciach.
Gdy udało mi się porozrywać karton, w nos uderzył mnie zapach lakieru do paznokci!
Przyjrzałam się bliżej zawartości- wszystko zalane było srebrną mazią! Na dnie leżała strzaskana buteleczka, zupełnie opróżniona. 
Pospiesznie zaczęłam przeglądać wszystkie produkty- prawie każde opakowanie uklejone, brudne, temperówka pęknięta, faktura nieczytelna!
Myślałam, że się wscieknę!
Na szczęście liczne buteleczki z perfumami nie ucierpiały, krem wyszedł z tej sytuacji bez uszczerbku, pozostałe lakiery w porządku (tyle, że upaskudzone).
No to pięknie...



***

Zostało mi pięć minut do wyjścia. Wściekła na stan przesyłki postanowiłam, że nie będę czekała do jutra z reklamacją- dzwonię do YR natychmiast! 
Telefon odebrała przemiła pani- powitała mnie z uśmiechem (tak, tak, uśmiech słyszy się przez telefon).
Wytłumaczyłam zwięźle w czym problem. Zanim zdążyłam zapytać o procedurę usłyszałam krótkie pytanie: 
- Pani numer klienta?
Podałam. Pani upewniła się co do mojego adresu i zawartości paczki po czym stwierdziła:
- Bardzo nam przykro, że tak się stało. Zupełnie nie rozumiem jak do tego doszło, bardzo dbamy o odpowiednie zapakowanie zamówienia oraz jego dostarczenie.
Szybka myśl zaświtała mi w głowie: "Aha... Ciekawie się zapowiada. Pewnie będę płacić za odesłanie i czekać na kosmetyki, które potrzebne mi są na już!"
Po chwili konsultantka dodała:
- Proszę nie odsyłać pudełka, wyślemy pani drugie, identyczne. Dołożymy wszelkich starań by taka sytuacja się nie powtórzyła.
Hohoho... To się nazywa fachowa obsługa klienta ;)



***

Po paru godzinach przeszło mi przez myśl, że może wtopa z przesyłką nie wyniknęła z niewłaściwego sposobu zapakowania lub transportu... Tak sobie dywaguję... A jeśli to pani listonosz przerażona watahą os upuściła paczkę..? 
Swoją drogą to ciekawe, że producent wierzy klientowi na słowo. Przecież każdy kto zna procedurę mógłby zgłosić nieistniejący problem i skorzystać z darmowej, drugiej partii kosmetyków.
Ciekawa też jestem jak potoczyłaby się sytuacja w Polsce- czy równie szybko i bezproblemowo?

Pozwólcie, że w tym poście nie podzielę się z wami zawartością przesyłki. Zrobię to gdy dotrą do mnie nowe, czyste produkty ;)

Dajcie znać czy przydarzyło wam się kiedyś coś podobnego i jak poradziliście sobie z reklamacją :)
Mnie szczerze mówiąc, tak przyjaźnie potraktowano po raz pierwszy!

Bisous!

wtorek, 3 czerwca 2014

Mini lakiery Yves Rocher


Hej!
Wykonałam dziś proste zdobienie paznokci lakierami od Yves Rocher. Nakładając kolejno wszystkie kolory pomyślałam sobie, że mogłabym napisać o nich parę słów :)

Zawartość każdej buteleczki to 3ml.
Ceny wahają się między 2 a 3€, w zależności od promocji.
Niestety gama kolorystyczna jest dość uboga natomiast praktycznie każdy z tych maluchów krzyczy: kup mnie!
Nie potrafię odmówić sobie przyjemności sięgnięcia po nie gdy zaglądam do butiku lub robię zakupy online.
Są maleńkie ale nie gęstnieją (chyba, że od początku konsystencja jest dość ścisła).
Na paznokciach trzymają się bardzo ładnie- nie odpryskują, bardzo delikatnie ścierają się na końcówkach.
Super szybko schną!

Dziś nałożyłam łącznie 4 warstwy plus baza- schnięcie wzorowe :) Kończąc aplikację na drugiej ręce, pierwsza była już gotowa do ponownego pokrycia :)

Ubolewam nad rozmiarem lakierów od YR- jako posiadaczka obszernej płytki paznokcia, bardzo szybko zużywam produkt. Staram się być oszczędna lub wykorzystuję je do nałożenia na jeden paznokieć albo do wzorków.

Jedno jest pewne- zaopatrując się w lakiery tej marki zawsze jesteśmy na czasie z kolorami ;)

Zapraszam do nowej zakładki Nail Art, gdzie pojawiło się już zdjęcie dzisiejszych wypocin wykonanych miniaturami Yves Rocher :) Postaram się wyrzucać co jakiś czas pomysły na proste zdobienia.